wtorek, 19 sierpnia 2014

New for hair


Jako posiadaczka długich, gęstych i totalnie niechętnych do współpracy włosów zużywam wojskowy przydział kosmetyków. Większość mam już sprawdzonych, ale czasami testuje nowości i perełki, dostępne na rynku. Tym razem chciałabym się pochwalić, że udało mi się dwa razy strzelić w dziesiątkę.

Te kosmetyki kupiłam w Niemczech, ale z tego co wiem są też dostępne w Polce. No nic, każdy przywozi takie pamiątki na jakie sobie zasłużył....

Słowem wprowadzenia opowiem o moich włosach - są suche. Długie. Im dalej od czubka głowy tym bardziej suche. Były suche od zawsze, dlatego moja mama jako jedyna mama z pośród mam moich koleżanek nakładała mi w dzieciństwie odżywkę, żeby w ogóle te włosy rozczesać. Czułam się wtedy taka dorosła i dumna.  Następnie farbowanie, rozjaśnianie, znowu farbowanie, prostowanie i kręcenie nie poprawiło tego stanu. Dzisiaj jestem pogodzona, że moje włosy wyglądają najlepiej kiedy ich jakoś strasznie nie męczę. Nie unikam sylikonu, po jakichkolwiek naturalnych, nie wspominając o ziołowych sposobach pielęgnacji moje włosy podejmują decyzję, że będą wyglądać jak siano. 


Gliss Kur BB


Kremy BB, czyli do wszystkiego nie tak dawno podbijały światowe rynki. Te do twarzy mimo usilnych testów mnie nie zachwyciły, ale postanowiłam zaryzykować z tym do włosów. Moje włosy nienawidzą się z szamponami i odżywkami z gliss kur, za to bardzo cenią sobie ich odżywki w sprayu czy serum.

W 50ml tubie znajdujemy biały krem o wodnistej konsystencji. Nakładam go na umyte, wysuszone ręcznikiem włosy w porcji wielkości orzecha włoskiego. Wmasowuje od końcówek po włosy na wysokości uszu. Nie obciąża ich, nie skleja. Zostawiam włosy do samoistnego wysuszenia. Na suchych włosach widać jego działania - są mniej napuszone, końcówki nie wyglądają jak stary pędzel. Włosy są sypkie i lekkie, ale dobrze nawilżone.  Nawilżenie moich włosów jest nie lada wyzwaniem z którym nie radzą sobie przeciętne, drogeryjne produkty. Jak dla mnie ten krem jest idealny. 

W składzie tego cuda spodziewałam się sylikonu, sylikonu no i może jeszcze odrobinę sylikonu. Okazało się, że nie jest tak źle - znajdzie się nawet gliceryna, oleje i kreatyna. 

Krem jest przeznaczony do codziennego użytku, ale ja stosuje go tylko po myciu. Myślę jednak, że nawet stosowany codziennie nie obciąży włosów.  

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Quaternium-87, Isopropyl Myristate, Glycerin, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Panthenol, Cocodimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Keratin, Hydrolyzed Keratin, Phenoxyethanol, Propylene Glycol, Methylparaben, Glyceryl Stearate, Hydroxyethylcellulose, Distearoylethyl Hydroxyethylmonium Methosulfate, Parfum, Hexyl Cinnamal, Amyl Cinnamal, Limonene, Linalool, Citric Acid, Benzyl Salicylate, Benzyl Alcohol, Butylphenyl Methylpropional, Geraniol
 
Cena : około 20zł/ dostępny w Rossmanie
 
 

Toni&Guy,  Glamour Shine Spray   

 
Skusiłam się kiedyś na spray z wodą morką tej firmy. Moje włosy sklejał i przesuszał na wiór. Jednak skuszona marzeniem o blasku z czerwonego dywanu postanowiłam dać Toni&Guy drugą szansę. Czasami warto dać drugą szansę.  

Spray Moisturising Shine mieści się w 150ml butelce zakończonej pompkę. Jego konsystencja na pierwszy rzut oka jest dość tłusta, dlatego pochodziłam z niepewnością. Spryskane nim włosy są jednak nawilżone, sypkie i gładkie. Na prawdę odzyskują blask! Co więcej, spray ładnie nawilża kocówki i odżywia włosy.

Ja spryskuję włosy kilka razy, potem przechylam głowę w dół i ugniatam włosy. Moim falą pozwala nabrać ładnego skrętu i utrwala je na cały dzień. Przestałam pryskać włosy lakierem ,co na pewno obije się pozytywnie na ich kondycji. Spray ma cudowny zapach, który utrzymuje się na włosach przez cały dzień.

Jest to aktualnie mój jedyny produkt do stylizacji włosów - nadaje ładny skręt, blask i miękkość, więc nie potrzebuję nic więcej. Na pewno ten romans nie skończy się na jednym opakowaniu.


Cena: około 40zł/ dostępny w Rossmani
e. 

wtorek, 12 sierpnia 2014

Typy obuwia baletowego

Wydawało mi się że w ogólnej świadomości istnieją jakieś wzorce obuwia baletowe mające wiele wspólnego z rzeczywistością. W końcu każdy oglądał " Czarnego Łabędzie". Niestety, ostatni wpis na bardzo popularnym polskim blogu sprawił, że zmiękła mi rura. Dlatego przygotowałam małą pigułkę wiedzy na temat obuwia baletowego, jako osoba, która wszystkie typy miała na nogach. 

Obuwie baletowe można podzielić na 3 typy. Różni je cel, do których danego modelu się używa, ale też często materiały i sposób wykonania. Przez wieki funkcjonowania tańca klasycznego buty ewoluowały i na stopach pojawiają się coraz to nowe, bardziej ergonomiczne modele. Jednak cała kategoryzacja od dawna pozostaje bez zmian. 

Baletki


 

Baletki są wykonane najczęściej z grubej bawełny, rzadziej ze skóry lub satyny. Są miękkie, nie posiadają żadnych usztywnień. Ich podeszwa jest wykonana z miękkiej skóry. Służą ochronie stopy, która podczas pracy na podłodze jest narażona na otarcia. Istnieje wiele modeli baletek - z dzieloną podeszwą, gumką na podbiciu, troczkami czy nawet elementami z tiulu. Najbardziej charakterystyczne dla baletek jest możliwość ściśnięcia ich w garści. Służą najczęściej do pracy przy drążku, ćwiczenia techniki, a także popularne są w innych stylach tanecznych niż balet. Można je zastąpić skarpetkami z bawełny (ja tak robię, bo w pośpiechu dużo łatwiej złapać jedną ze stu par skarpetek, niż tą jedyną parę baletek)

Półpointy



Jest to hybryda baletek i klasycznych point. Najczęściej wykonana z satyny, wyposażona w troczki i gumki. Ma twardą, usztywnianą podeszwę, ale nie ma gipsowego czubka. W półpointach można wejść na półpalce, jednak nie można wchodzić w nich na czubki palców (tzn. jeżeli ktoś ma wystarczająco silną stopę, stanie na palcach nawet na boso, jednak grozi to poważnymi urazami stopy i jest niedopuszczalne w tańcu klasycznym). Półpointy służą to wyrabiania siły stopy - stawiają jej dużo większy opór niż baletki, a one przezwyciężając go, zwiększa swoją siłę. Stosowane są najczęściej podczas ćwiczeń przy drążku.

Pointy 


Jest to obuwie służące do tańca na czubkach palców. Wykonane najczęściej z satyny, ale zdarzają się też modele bawełniane. Posiada twardą, usztywnianą podeszwę podtrzymującą podbicie. Ich czubek jest usztywniony gipsową konstrukcją powleczoną satyną. Pointy mają różny stopień twardości i wiele fasonów - należy wybrać odpowiednie do kształtu i siły stopy. Wyposażone są w troczki oraz gumki ułatwiające dopasowanie ich do stopy. 


Podsumowanie w postaci tabelki


Dla ścisłości - podczas tańca w pointach, wchodzi się NA PALCE. Nie na podbicie. Nie na półpalce. Stopa w poincie ułożona jest w takiej pozycji, co umożliwia właśnie gipsowy czubek:


A różnica między stopą w pozycji "półpalców" (pierwszy plan), a czubków palców (drugi plan) wygląda tak:


piątek, 8 sierpnia 2014

Weselny hejt



Nie czuję się wyrocznią w sprawach ślubnych, bo jak na razie miałam przyjemność organizowania takiego wydarzenia tylko raz. Mam jednak nadzieje, że nie wszystko stracone. Nie mniej, sezon ślubny w pełni, a zdjęcia z coraz to nowych sesji ślubnych goszczą na moim facebookowym wallu. Niektóre zapierają dech i powoduje zatrzymanie pracy serca z zachwytu, przypominając amerykańskie teledyski ślubne, które opłakiwałam wzruszeniem godnym końcówki Titanica. Są też inne, które wpędzają mnie raczej w konwencje Borata - niby to śmieszne, ale moje wewnętrzne poczucie estetyki płacze. Część z tych błędów popełniłam oczywiście sama w sytuacji mojego ślubu i pewnie będzie mi wstyd przez całe życie.

Chciałabym się jednak podzielić paroma refleksjami i stworzyć subiektywną listę 5 sytuacji, które mnie totalnie rozwalają na ślubach.
 
1. Białe rajstopy panny młodej - Na prawdę nie wyobrażam sobie stylówki, w której białe rajstopy wyglądają ok. Jest to chyba jakaś tradycja pamiętające czasy w których Panny Młode wychodziły za mąż w wieku wczesnoszkolnym. Ewentualnie można je uznać za sposób ochrony przed wujkiem-napaleńcem który pod wpływem kilku głębszych mógłby sadzić zaloty do Panny Młodej. Białe rajstopy są tak antygwałtne, że ostudzą zapał największego entuzjasty. Ostateczna nauka jest taka - jedyna sukienka, która wygląda spoko z białymi rajstopkami, to komunijna.

2. Zabawy weselne - Jestem człowiekiem tolerancyjnym i uważam że najbardziej hardkorowe zabawy erotyczne są spoko, jeżeli tylko obie strony się na nie godzą i odbywają się w intymności. Przeciskanie kurzych jajka przez nogawkę? Jak najbardziej! Łapanie za kolano? Bardzo chętnie! Ale, na litość boską, robienie takich rzeczy na forum, przed ciocią i dziadkiem, uważam za szczyt ekshibicjonizmu. Rzucanie welonem jest ok, ale mi już wtedy wystarczy.

3. Zdjęcia skaczącej pary młodej - to się jeszcze nie udało nikomu. Nigdy. Nie róbmy tego. Nie udają się też zdjęcia z łabędzimi, Panną Młodą trzymaną przez Pana Młodego na ręku, podkreślanie jednego koloru na czarno-białym zdjęciu oraz fotografowanie gości jak jedzą. Gdyby fotograf oddałby mi takie zdjęcia, odsiadywałabym dożywocie.

4. Kazanie o śmierci i przemijaniu - wiem że kościół jest instytucją wymagającą bezdyskusyjnej zgody  i nie znoszącą słowa sprzeciwu. Nie czuję się w najmniejszym stopniu kompetentna żeby cokolwiek Przewielebnym narzucać. Nie jestem jednak do końca pewna, czy taka sytuacja jak ślub jest dobrym momentem żeby poruszać temat o ogniu piekielnym, eutanazji, szkodliwym wpływie masturbacji, czytaniu listów od przełożonych, analizie wypadków lotniczych czy komplementowaniu prowadzenia polityki przez Pana Prezesa. Bardzo cenię sobie dyskusje, jednak wychodzą z takiego śluby mam ochotę w ramach tostu zacząć czytać e-maile od mojego szefa. Bez cenzury. 

5. Pogadanka Panny Młodej na temat białych sukienek gości - Tak, wiem, wiem - biały to kolor zarezerwowany na ten dzień dla Panny Młodej. Ma służyć podkreśleniu jej cnoty i iść zgodnie z tradycją. Na naszym ślubie w białych kreacjach przyszły: Moja Mama i jej dwie koleżanki, Teściowa, Siostra i jej przyjaciółka, Szwagierka oraz moja Babcia. Nieźle, jak na 30osobowe przyjęcia. Nie zauważyłam za to nikogo kto krzyczałby "O Boże! Która to Panna Młoda! Nie wiem co robić! Jestem zagubiony!!" Jednak jeżeli ktoś taki znalazłby się, natychmiast zorganizowałabym mu psa przewodnika. 

środa, 6 sierpnia 2014

New


Czyli kilka rzeczy na które udało mi się wydać pieniądze i nie żałować.

NYX Toupe
Dobranie bronzera do jasnej, zimnej, różowawej cery nie jest proste. Większość dostępnych w ofercie to pomarańczowe - złote kolory, a jak już coś się trafi, kosztuje milion monet. Na Nyx trafiłam szukając czegoś to konturowania twarzy - nie zależy mi na opaleniźnie, bo i tak nikogo nie uda mi się oszukać. 

Kolor Toupe jest do tego zabiegu idealny. Jego kolor naśladuje cienie, które naturalnie powstają na skutek padania słońca na twarz, podkreślając kości policzkowe. Jest jednak bardzo dyskretny - nie uda się zrobić nim krzywdy. Świetnie stapia się z jasną, porcelanową karnacją. 

Sam róż zamknięty jest w niezbyt eleganckim, plastikowym pudełku. Jego konsystencja jest sypka, ale nie leci z pędzla, brudząc ubranie. Nie ma żadnych błyszczących drobinek, nie jest też zupełnie matowy. Jego wykończenie jest neutralne. Najważniejszy jest w nim kolor - brązowoszary z delikatnymi, różowymi tonami. To zdecydowanie zimny odcień.Na twarzy nie obsypuje się, jest trwały - u mnie wytrzymał 8godzin w pracy, kilka na upale i 2godzinny trening. Łatwo zmywa się go płynem micelarnym.

Słabo sprawdzi się solo - jako róż do policzków. Jego szarawy odcień nie ożywia cery, nie dodaje energii. Jak dla mnie nadaje się tylko do konturowania twarzy, ale to zadanie spełnia idealnie!

Róż można kupić w salonie NYX, niektórych drogeriach Douglas i drogeriach internetowych. Cena to około 35zł. 


ECOTOOLS Deluxe Fan

Jeżeli już wspomniałam o konturowaniu, nie mogę ominąć tego pędzla. Nie mam jakoś szczególnie wprawionej ręki, co więcej, sporo stron w internecie musiałam przewertować, żeby nauczyć się nakładać bronzer w takie miejsce, żeby nie wyglądało to głupio( na marginesie bardzo polecam TEN FILMIK o konturowaniu twarzy - rewelacja!). Wcześniej używałam zwykłego, klasycznego okrągłego pędzla do nakładania bronzera - co jest bardzo trudne. Ostatnio podczas zakupów w TK złapałam wachlarzowy pędzel i jest o niebo łatwiej!

Ecotools Deluxe Fan, jest dość sporym, płaskim pędzlem. Jego kształt idealnie wchodzi pod kości policzkową, czyli w miejsce nakładania bronzera. Wystarczy kilka ruchów, alby idealnie wydobyć to, co u mnie na co dzień nie występuje - kość policzkową. Sam pędzel jest dość miękki, nie podrażania skóry. Jego obudowa jest solidna, nic się nie rozkręca, ani nie wychodzą włoski. Dla mnie razem z różem NYX jest niezbędnikiem w codziennym konturowaniu twarzy.

Pędzel jest do nabycia w sieciach TKmaxx (25zł), Hebe(35zł) i w drogeriach internetowych.

 

Golden Rose Silky Touch

Kosmetykami Golden Rose zainteresowała się przez wielkie zachwalania matowych pomadek. Wcześniej traktowałam tą firmę jako tanie kosmetyki fatalnej jakości, na które nie warto wydawać pieniędzy. Zdecydowałam się na czerwoną szminkę, z której byłam bardzo zadowolona. Dzisiaj to tej firmy podchodzę z zaufaniem, ba, nawet do ślubu poszłam z ich lakierem na paznokciach!

Róż Silky Touch to klasyczny, prasowany produkt do podkreślania policzków. Ja używam koloru 208, czyli delikatnego, pastelowego różu w zimnym odcieniu. Jest dość mocno napigmentowany, dlatego trzeba uważać - wystarczy mała ilość żeby kolor był widoczny i nie wyglądał sztucznie. Róż trochę się obsypuje, dlatego korzystanie z niego jest problematyczne. 

Jego wielką zaletą jest trwałość i cena. Nałożony delikatnie rano, utrzymuje się bez skazy cały dzień. Radzę tylko wyposażyć się w pędzelek do różu i broń Boże nie tykać tego dodanego do zestawu - plamy gwarantowane. Kosztuje około 10 złotych, a śmiało może konkurować z różami Bourjois.



 Inglot 337

Byłam zachwycona tak rozpropagowanymi w tym sezonie paznokciami nude i przekonana, że taki efekt można uzyskać jedynie lakierem hybrydowym. Moje paznokcie go nienawidzą, więc myślałam że muszę obejść się smakiem. Na przeciw moim oczekiwaniom wyszedł przemiły Pan w Inglocie, który zaproponował mi kolor 337. 

Zwierzyłam mu się, że nie umiem malować paznokci a potrzebuje cielistego (dla mnie) koloru na którym nie będzie bardzo widać smug. 337 to delikatny, mleczny beż w chłodnej tonacji. Nie ma żadnych drobinek, wyłącznie mocny połysk. Jest bardzo gesty przez co po dwóch warstwach kolor wygląda intensywnie, a wszystkie niedoskonałości wyrównane. Myślę że to kolor na wszystkie pory roku - elegancki i dyskretny, pasujący do wszystkiego.  Utrzymuje się na paznokciach około 3dni, bez bazy i utwardzacza. Kosztuje 20zł.


Tak wiem, mam tragiczne, okropne skórki. Jeżeli ktoś ma do polecanie dobry, regenerujący krem do rąk to biorę w ciemno. Ewentualnie dobrego egzorcystę, żebym się przestała doprowadzać do zagłady.


poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Flexiline - urządzenie do rozciągania w domu.

Kiedy na pierwszym roku studiów przyszłam na testy sprawnościowe nie mogłam w skłonie dotknąć podłogi. W wieku 19lat byłam totalnie patologicznym przykładem skrajnego nierozciągnięcia. Wtedy zdałam sobie sprawę, że jeżeli nic z tym nie zrobię, za dekadę będę prosić swoje dzieci żeby wiązały mi buty. To dość smutna wizja, więc jak najszybciej wygoglowałam zajęcia ze strechingu. Trafiłam w czułe objęcia młodego trenera ze wschodnim akcentem (tak, wszystko co mówią o tancerzach ze wschodu to prawda), który starą radziecką metodą zakładał mi moje nogi z moją głowę i dociskał do szpagatów kolanem. Kilka razy się popłakałam, kilka wyszłam z sali drobnymi kroczkami gejszy bojąc się, że nogi rozjadę mi się w sznurek podczas spaceru na autobus, ale się w końcu moje ciało rozciągnęło się. 

Teraz nadeszły ciężkie czasy - z objęć wschodniego trenera wyrwała mnie stolica, która nie zaproponowała niczego w zamian. Rozciąganie pod ciężarem własnego ciała nie było dla mnie szczególnie satysfakcjonujące, więc postanowiłam zapisać się na zajęcia z flexiline. Po pierwszym treningu wróciłam do domu wyposażona w domowe narzędzie tortur.  

O wielkim znaczeniu rozciągania wspominałam już we wpisie Czy warto rozkładać nogi?. Dalej jestem serdecznym zwolennikiem rozkładania nóg. Warto też rozciągać całą resztę. Streching pozwala nam zachować ciało w użytecznym stanie - samodzielnie zawiązać buty, przejść przez płot, a nawet zrobić wrażenie na płci przeciwnej. Wiadomo - nawet słynny sceptyk polskich jabłek ma słabość do gimnastyczek. Rozciągnięte mieście są bardzo istotne w każdej dyscyplinie sportowej - od baletu zaczynając, na karate kończąc. 

Flexiline nam to trudne zadanie ułatwić - dzięki niemu nie potrzebujemy drugiej osoby do rozciągania nas. Składa się z podwójnej, regulowanej gumy, strzemion oraz pasa ochronnego, który przeciwdziała wbijaniu się gumy w plecy. Świetnie sprawdza się do ćwiczenia sznurków, arabesków, wysokiego podnoszenia nóg, ale też rozciągania pleców i pośladków. Mogą korzystać z niego osoby zaawansowane i kompletni amatorzy, którzy zaczynają przygodę z rozciąganiem - wystarczy jedynie dopasować urządzenie do naszego wzrostu z 4 dostępnych opcji.

Często po wpisach baletowych czytam komentarze i e-maile od osób które chciałyby spróbować, ale ich miasto nie oferuje takich zajęć. Tu nie ma problemu - flexi sprzedawane jest wysyłkowo na stronie http://flexiline.pl.  Dodawana jest ulotka z ćwiczeniami na poszczególne partie mięśni. Są one też dostępne na stornie , gdzie można zamówić urządzenie. Spokojnie nadaje się do używania w domu, bez wcześniejszego przygotowania - wystarczy lustro i kawałek ściany, ćwiczenia są jasno opisane, a sama maszyna skonstruowana tak, aby nie można było zrobić sobie nią krzywdy. Dla niepewnych lub potrzebujących dodatkowej motywacji organizowane są warsztaty - informacja na stronie producenta. Producent obiecuje pierwsze efekty już po miesiącu regularnych ćwiczeń - ja z flaxi oglądam telewizję czy czytam książki. Nie jest to jeszcze miesiąc, ale już widzę poprawę!