poniedziałek, 16 grudnia 2013

W moim magicznym domu

Witam Państwa, chciałabym was dzisiaj zabrać moim magicznym domu. Jest on wybrany po długiej i przemyślanej selekcji. Jego wystrój idealnie trafia w nasze gusta i jest dobrany z niezwykłą starannością. Zapraszam.

Na początku przejdźmy przez patio. Jest to urocze miejsce na sąsiedzkie rozmowy. Można usiąść na jednej z tych ławeczek i oddać się błyskotliwej konwersacji. I te place zabaw dla dzieci! To świetnie, że można mieć swoją roześmianą pociechę zawsze pod ręką. Bardzo cenię sobie ten zakątek ze względu na wszechobecną zieleń! Ale nie traćmy czasu, mamy jeszcze tyle do zwiedzenia!


Wchodząc do mieszkania od razu odwieszę wasze płaszcze do garderoby. To jest moja duma! Sama wymyśliłam żeby tak wygospodarować to pomieszczenia. Do tego ciemny dywanik i szafy z wiśniowego drewna wykończone czernią! To bardzo funkcjonalne rozwiązanie które świetnie nam służy! Dzięki niemu nie musimy trzymać wszystkich rzeczy w pokojach, co daje nam poczucie przestrzeni. Ale nic, czas na salon!


Salon to miejsce w którym spędzany najwięcej czasu, dlatego zależało nam żeby był ciepły i przytulny. Jasne panele na podłodze pięknie schodzą się z terakotą w kuchni o tym samym odcieniu. Trochę się tego naszukaliśmy ale było warto. Białe ściany idealnie wypełniają ona pomieszczenia. W czarnych meblach kuchennych zakochaliśmy się od początku! Obawialiśmy się że czarna kuchnia trochę przytłoczy pomieszczenia, ale we współpracy z bielą ścian nic takiego się nie dzieje. W salonie, jak widać postawiliśmy dla kontrastu na jasne kolory, biała szafka pod telewizor i podwieszane nad telewizorem generują mnóstwo schowków na drobiazgi. Jasna kanapa była moim marzeniem - taka w którą człowiek swobodnie może się zapaść z książką! Ale zapraszam też do innych pomieszczeń.

Tutaj jest część sypialna mieszkania. Z prawej strony jest nasza sypialnia. Zdecydowaliśmy się na mniejszy pokój ze względu na fakt, że jednak w sypialni spędzamy najmniej czasu. Pokój po lewej to chwilowo moja sala treningowa, która kiedyś zamieni się w pokój dziecinny.

Proszę państwa, oto nasza sypialnia! Zależało nam, żeby była klimatyczna. Stąd pomysł szarości ścian dopasowanej do kontynuacji paneli z przedpokoju. Pod oknem stoi nasze łóżko - bardzo niskie , obite czarną ekologiczną skórą ze skórzanym, pikowanym wezgłowiem. Bezpośrednio nad nim dwie małe czarne lampki do czytania książek. Wyżej w wielkim formacie nasze zdjęcie ślubne. Bardzo chciałam je tu zawiesić. obok łóżka stoi moja toaletka z ciemnego drewna z ringiem świateł. Na toaletce flakoniki z perfumami i inne drobiazgi. Pod ścianą stoi komoda na najpotrzebniejsze ubrania. Reszta oczywiście jest w garderobie.

Teraz czas na mały pokój. Chwilowo urządziłam w nim moją salę do ćwiczeń. Wystrój, jak widać jest skromny - podłoga z jasnych paneli i ściany pomalowane na błękitno-szary kolor. Na środku wielkie lustro na nogach, obok drążek na kółkach. Potem pewnie zrobimy tu pokój dziecięcy, ale cieszę się że na razie udało mi się wygospodarować odrobinę własnej przestrzeni.

To już ostatnie pomieszczenie w moim domu. Było mi bardzo miło że spędziliśmy odrobinę czasu na oglądaniu wnętrz, w które włożyłam tyle serca. To co teraz? Może wrócimy do salonu i napijemy się kawy?



piątek, 13 grudnia 2013

Czym zastąpić kawę ?



Od pewnego czasu szukam substytutu dla kawy. Owszem, nie mogę powiedzieć że  znam dużo lepszych przyjemności niż poranne latte wypite do słodkiego ciastka. Zmuszona jestem też kosztować "małej czarnej" przez ranne wstawanie i niski ciśnienie. Jednak czy jest jakiś zdrowy, ekologiczny i lepszy dla naszego ciała i duch substytut kawy?

Myślałam także o tym dzisiejszego poranka wstając o 5 rano. Leniwie przeciągnęłam się na łóżku, po czym zmotywowałam moje ciało do wstania. Już od progu łazienki myślałam o czarnej cieczy która wyleje się z ekspresu zapełniając mój ulubiony kubek. Nic nie poradzę że jest to moja ulubiona forma spędzania poranka.

Przystąpiłam do codziennych zabiegów pielęgnacyjnych, umyłam twarz oczyszczającym żelem. Dla higieny i estetyki zaprzestałam już dawno wycierania twarzy szorstkim ręcznikiem, zamiast tego używam papierowych. Delikatnie odsączyłam wilgoć z twarzy i rzuciłam okiem że kosz w łazience jest przepełniony. Nie miałam czasu zmieniać worka, dlatego wrzuciłam papierowy ręcznik do toalety, jednym zgrabnym ruchem nacisnęłam spłuczkę i ....


......i przekonałam się że jest substytut kawy,

......że nic Cię tak nie obudzi o poranku

...... jak spuszczenie w kiblu kremu za siedem dych

...... którego ostawiłaś dzień wcześniej na umywalce

..... i który jest na recepte

...... od lekarza którzy bierze dwie stówy za wizytę.

Nienawidzę was, piątki trzynastego.

PS. korzystając z okazji chciałabym pozdrowić moje oszczędności na zimową kurtkę z kapturem. Będzie mi was brakowało.

czwartek, 12 grudnia 2013

wedding jewelry

Czasu do ślubu jest sukcesywnie coraz mniej. Zegarek kręci się jak wentylator, cały czas więc kompletuje wszystkie weddingowe gadżety. Po porzuceniu naiwnej wiary w znalezienie butów, postanowiłam siły przerobowe skupić na czymś inny , aby uniknąć depresji. Kolejnym krokiem jest biżuteria.

Ja oczywiście nie mam kiedy wyjść z domu, dlatego wszystko, łącznie z zakupami spożywczymi robiłabym przez internet, jednak diamenty lepiej jest oglądać w realu. Podobnie jak męża. Chociaż ja akurat męża znalazłam też przez internet.

Mój specjalny wysłannik udał się ostatnio do znanej sieci jubilerskiej w celu zrobienia rozeznania. Serdecznie chciałabym pozdrowić z tej okazji Panią ze Znanej sieci salonów jubilerskich, która okazała wiele zrozumienia młodemu wysłannikowi, a na dodatek zaoferowała wyciągnięcie gablotek dla lepszego uchwycenia piękna kamieni.

Od kiedy zdecydowałam się dość spontanicznie na zakup sukni z odkrytymi ramionami, marzyłam o dużej, bogato zdobionej biżuterii. Z jednej strony po to, aby nadać sukni wytworny i elegancki charakter, ale tak całkiem szczerze to dlatego, żeby odciągnąć uwagę od dekoltu, który jest zdecydowanie mniej bogato ozdobiony przez naturę.

Pierwsze moją uwagę skupiły kolczyki. Do moich faworytów wciąż należą.


Chciałam je sama skompletować z jednym z naszyjników :



Jednak okazało się, że Znana Sieć Jubilerska posiada również gotowe komplety, przy których nie trzeba przepracowywać mózgu. Jestem niemal zdecydowana na jeden z dwóch.



Pierwszy podoba mi się bardziej, ze względu na to, że zdobiony jest cały naszyjnik, oraz dobranie do niego gotowej bransoletki. Jednak cena całego kompletu przyprawia mnie o ból głowy, a mój portfel o nudności. Drugi jest trochę skromniejszy, ale cena bardziej odpowiada moim oczekiwaniom - przynajmniej nie będę musiała sprzedać żadnego z moich słabo rokujących organów.

Wybór biżuterii ugruntował moje i tak już dość mocne przekonanie o tym, że kompletowanie czegokolwiek związanego ze ślubem jest jak zabijanie smoka. Smoka zabić jest trudno, ale nie wolno się poddawać. Nawet będąc zagubioną owieczką. Taka jak ja.

środa, 11 grudnia 2013

Jak nie zadzierać z Hardkorowym Koksem





Hartkorowego Koksa zawsze uważałam za nieprzeciętnego słodziaka. Taki wielki uroczy misiu któremu mogłabym smażyć stejki. Mimo tego zauroczenia, jakoś nigdy nie zależało mi na imponowaniu Hardkorowemu Koksowi. Co prawda oboje lubimy jak nie ma lipy, więc w zasadzie wiele nas łączy. Jednak w treningu ramion bardziej niż na masie i rzeźbie zależało mi na ujędrnieniu, wysmukleniu i napięciu ramion. Nie mogę jednak pozwolić sobie na zaniechanie tego rodzaju aktywności, bo stracie z HK mogłoby się dla mnie skończyć fatalnie. 


Jestem zwolennikiem ćwiczeń ramion z lekkim obciążeniem, ok 1,5- 2kg. Ostatnio poczyniliśmy domową inwestycje w hantle, ale świetnie nadadzą się też butelki z wodą, którą można skonsumować po treningu.

Moje hantle kupiliśmy w GoSporcie i oboje jesteśmy zadowoleni - nie ślizgają się , są obite gąbką dzięki której nie powodują odcisków. Mają żółto- szary kolor, dzięki czemu mogą był świetną inspiracją siłowniowej stylówki. Kosztują ok. 50zł


Ćwiczenia które proponuje, robię w seriach 3x20 powtórzeń. Trening ramion dobrze jest wykonywać co najmniej 3 razy w tygodniu. Dobrze jest ćwiczyć co drugi dzień - mięśnie muszą mieć czas na regeneracje.

Co to właściwych ćwiczeń to z czystym sumieniem mogę polecić trzy. Ich wykonanie trwa ok. 10 minut, a efekty zobaczymy po ok. miesiącu. Zakwasy zobaczymy o wiele szybciej. 

To prezentacji posilę się obrazkami. 

 1.
1. Stajemy w lekkim rozkroku, ręce z ciężarem (hantlami, butelkami wody/ soku / wódki / płynu do spryskiwaczy) puszczamy wzdłuż ciała
2. Podnosimy ręce na wysokość barków
3. Lekko opuszczamy, tak żeby czuć że mięśnie pracują
4. Wykonujemy serię 20 powtórzeń , po kilkusekundowej przewie powtarzamy ćwiczenie.
5. Jeżeli nie czujemy już wystarczającego oporu, należy zwiększyć ciężar

2.
1. Stajemy w lekkim rozkroku, ręce z ciężarem (hantlami, butelkami wody/ soku / wódki / płynu do spryskiwaczy) unosimy zgięte na wysokość uszu.
2. Prostujemy ręce w łokciach do góry
3. Lekko na mięśniach opuszczamy ręce do wysokości uszu.
4. Powtarzamy ćwiczenie 20 razy w 3 seriach.

3.


1. Stajemy w lekkim rozkroku, ręce z ciężarem (hantlami, butelkami wody/ soku / wódki / płynu do spryskiwaczy) puszczamy z przodu. 
2. Uginamy ręce w łokciach przyciągając do klatki piersiowej.
3. Opuszczamy ramiona do pozycji wyjściowej.
4. Powtarzamy ćwiczenie 20 razy w trzech seriach. 

Te ćwiczenia pozwalają zachować ładne, jędrne ramiona bez wielkiego finansowego i czasowego nakładu. Ja ćwiczę, w końcu zawsze na ulicach stolicy mogę spotkać Hartkorowego Koksa który spojrzy głęboko w moje oczy i męskim głosem wyszepcze : "Jest lipa".

wtorek, 10 grudnia 2013

Na Pryszcz cz.1

                          
                           Z pogorszeniem cery wieku młodzieńczego spotkałam się w wieku zupełnie nie młodzieńczym, czyli po 20stce. Na pierwszej wizycie Pani Dermatolog popatrzyła na mnie z lekkim zażenowaniem kiedy z rozpaczą w głosie powiedziałam " trądzik? Przecież ja nie jestem już młodzieńcem?". Wyszyłam z receptą i nadzieją że do końca życia nie będę miała cery o kolorycie i fakturze przypominającej pizze. Od tego czasu miałam zmienić nawyki, przyzwyczajenia - a przede wszystkim kosmetyki. Tak zrobiłam. Te które przedstawiam poniżej używam codziennie.

1. Maść dermatologiczna 

Do dermatologa nie opłaca się iść tylko wtedy, kiedy mamy bardzo dużo pieniędzy i w zasadzie nie zależy nam na poprawie naszej skóry. Ja zanim wylądowałam na fotelu w gabinecie miałam przyjemność zafundować sobie zupełnie bez skutecznie mikrodermabrazje, piling kalwitacyjny, zabieg ze strzelającego prądu oraz maseczkę z alg. Zupełnie bez rezultatu. Za jedną piątą wydanych pieniędzy dostałam w aptece na receptę maść która pozbyła mnie wszelkich zmian w 2tygodnie. Od tego czasu muszę na prawdę długo siedzieć w KFC żeby zobaczyć pogorszenie skóry. Maści nakładam raz dziennie, przed spaniem, na strefę T.

2. La Roche Posay, Effaclar Duo

Effecler Duo kupiłam po reklamie dermatologa, zachwalaniu w internecie i bardzo korzystnej promocji w sieci apteczno-drogeryjnej. Dla mnie to hit, bo nie wysusza mojej i tak już suchej skóry na policzkach, a jednocześnie nie dopuszcza do powstania nowych niedoskonałości. Skóra rano nie jest spięta i przesuszona, jak to działo się po innych tego typu specyfikach, a lekko lśniąca i wyraźnie nawilżona. Idealny do suchej skóry z problemami. Używam go na noc, razem z maścią dermatologiczną.

skład:Aqua/Water, Glycerin, Cyclohexasiloxane, Hydrogenated Polyisobutene, Niacinamide, Isopropyl Lauroyl Sarcosinate, Ammonium Polyacryldimethyltauramid E/Ammonium Polyacryloyldimethyl Taurate, Silica, Methyl Methacrylate Crosspolymer, Sodium Hydroxide, Salicylic Acid, Nylon-12, Zinc PCA, Linoleic Acid, Pentaerythrityl Tetra-Di-T-Butyl, Hydroxyhydrocinamate, Capryloyl Glycine, Capryloyl Salicylic Acid, Caprylyl Glycol, Piroctone Olamine, Myristyl Myristate, Potassium Cetyl Phosphate, Glyceryl Stearate SE, Parfum/Fragrance

cena: ok. 50zł / w promocji 36zł


3. Bioliq Dermo, Krem do cery trądzikowej na dzień

Szukałam kremu matującego, ale nie wysuszającego kremu na dzień. Treściwego, który ukoi twarz jesienią i zimą. Ten jest idealny, łagodzi podrażnienia, zaczerwieniania, koi skórę, nie wysusza, u mnie nie zapycha i nie powoduje dodatkowych podrażnień. Dla mnie jest świetny na tą porę roku, jedyne co mi nie pasuje to brak filtra UV. Używam go jako kremu na dzień.

Skład: Aqua, Cetearyl Ethylhexanoate, Cyclopentasiloxane, Cetyl Alcohol, Isohexadecane, Macadamia Integrifolia Seed Oil / Tocopherol, Glycerin, Polyacrylamide / Hydrogenated Polydecene / Laureth - 7, Glyceryl Stearate Citrate, Stearyl Alcohol, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Glycerin / Alcohol / Cimicifuga Racemosa roqt Extract, PEG - 60 Almond Glycerides / Butylene Glycol / Caprylyl Glycol / Carbomer / Glycerin / Nordihydroguaiaretic Acid / Oleanolic Acid, Glycerin / Camellia Sinesis Leaf Extract, Dimethicone, Alcohol / Onopordum Acanthium Flower/Leaf/Stem Extract, Lactic Acid, Benzyl Alcohol / Methylchloroisothiazolinone / Methylisothiazolinone, Disodium EDTA, Tocopherol, BHA, Parfum

Cena: ok. 15zł. 

 4. Garnier, Czysta Skóra, Żel myjący


 

W kwestii żeli do mycia twarzy nie jestem zbyt wymagająca. Ważne żeby pienił się, mył, a twarz była wyraźnie czysta i napięta. Kiedyś kupowałam wyłącznie apteczne kosmetyki, ale potem zobaczyłam że moja skóra tak samo przyjmuje  Clinique, Ziaja, jaki i żel do higielny intymnej używane kiedyś przeze mnie przez 2 tygodnie  bo nie miałam czasu iść do drogerii jednak bardziej do twarzy. Takie tam życie na bogato w stolicy. Od dłuższego czasu używam Garniera, ale to bardziej kwestia przyzwyczajenia niż jego nadprzyrodzonych możliwość. Na pewno nie robi mi krzywdy. 

Skład: Aqua, Coco-Betaine, Peg-8, Sodium Laureth Sulfate, Peg-120, Methyl Glucose Dioleate, Disodium Cocamphodiacetate, Sodium Chloride, Salicylic Acid, Zinc Pca, Cucumis Sativus/Cucumber Fruit Extract, Hamamelis Virginiana/Witch Hazel Extract, Menthol, Menthoxypropanediol, Tetrasodium Edta, Propylene Glycol, Hexylene Glycol, Methylparaben, Ethylparaben, Butylparaben, Isobutylparaben, Propylparaben, Phenoxyethanol, Parfum/Fragrance, Limonene, Benzyl Salicylate, Linalool, Hexyl Cinnamal, Citral (F.I.L. B10512/1).

Cena: ok 15zł 

 

Nie są to na pewno uniwersalne metody, ale u mnie działa:) 

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Starszy mężczyzna z brodą.


"Ostatnio odwiedził mnie starszy mężczyzna z brodą i wręczył mi prezenty" - taka mogłaby być początkowa narracja "Sponsoringu" lub innego filmu edukacyjnego puszczanego dzieciom w formie zwiastuna w czasie projekcji Disney'a. Tak zaczęło się dla mnie również piątkowe popołudnie. Mężczyzna co prawda nie należy do gentalnemów, ponieważ ani się nie przedstawił, ani nie przywitał, ani nawet nie skusił się na dzień wcześniej przyrządzone przeze mnie ciasteczka z mlekiem. Przyniósł jednak prezenty, a prezenty to ja sobie cienię ponad wszelką miarę.

Paczką którą zostawił zawierała:

1.  Jimmy Choo, Flash

Mikołaj chyba był tak samo jak ja świadomy tego że nigdy nie dorobię się wymarzonych szpilek Jimmy Choo. Postanowił dać mi perfumy na otarcie łez, żebym się przynajmniej mogła pochwalić metką. Gust co do perfum mam dość, powiedziałabym alternatywny. Light Blue nie pachnie mi niczym, Euphoria pachnie mi żelem pod prysznic mojej babci, natomiast Angel od lat kojarzy mi się z gabinetem dentystycznym. Uderzam raczej w zapachy mocne, ciężkie, najlepiej pachnące kadzidłem. Ten to w ogóle coś innego. Idealna hybryda oryginalności Lolity Lempickiej z nutą pieprzu. Lubie to !

Nuty zapachowe:
nuta głowy: różowy pieprz, truskawka
nuta serca: tuberoza, jaśmin, biała lilia
nuta bazy: białe drewno
  

2. Cupcakes z La Vanilla


Tym razem Mikołaj porzucił swoją czekoladową podobiznę i w ramach słodkości wpadł do La Vanilla po kilka cupcakes. Brawo Mikołaju! Samki są bajeczne - mi trafiła się pistacja, malina , masło orzechowe i mój faworyt - tiramisu. Warte porzucenia każdej diety. 


2. Kapcie z H&M

Znakomite uzupełnienie mojej zimowej domowej stylówki, która najchętniej obejmowałaby jednoczęściowy kostium złożony z przenośnych kaloryferów. Na kapcie czaiłam się od pewnego czasu, bo nie ma nic przyjemniejszego niż wieczór pod kocem w ich towarzystwie. Polecam wszystkim którzy w zimowe dni odejście na 5m od kaloryfera porównują do wyprawy na Mont Blanc.

4. Święty Spokój

Tego nie musiał mi dawać  Święty Mikołaj, to był mój prezent dla siebie. Weekend leżenia w piżamie pod kołdrą był szczytem moich świątecznych ambicji. Kot nie zastanawiał się ani chwili nad tym, czy dołączyć. 


                                        


piątek, 6 grudnia 2013

Złote krążki






Przeszliśmy trochę wojnę o obrączki. Trochę się różniliśmy w gustach i zapotrzebowaniu. Ja chciałam coś oryginalnego, z nutą fantazji, projektu którego nie powstydziłby się Alexander Mcqueen. Warszawiak celował raczej w formę, którą spokojnie nabylibyśmy w sklepie z wkrętami. 

Po burzliwych, wieczornych dyskusjach, po kolejnym powiedzeniu ostatecznego "no ale przecież" postanowiliśmy spotkać cię w połowie drogi - wybraliśmy klasyczne, okrągłe złote obrączki.Dokładnie takie jakie noszą nasi rodzice i ich rodzice.

Po szybkiej analizie oferty salonów jubilerskich w stolicy doszliśmy do wniosku że albo sprzedamy nerkę, albo poszukamy szczęścia gdzieś w świecie. Mały salon jubilerski we Wrocławiu zaoferował nam cenę niższą o budżet naszego wesela. Nie zastanawialiśmy się długo. Tak samo jak ja nie zastanawiałam się długo nad tym czy ma mi opaść szczęka kiedy Pani Jubiler popatrzyła na złoto przez lupę i powiedział "Stare rosyjskie złoto". Byłam onieśmielona widzą. 

Do Wrocławia przywiozłam ze sobą decyzje o ponadczasowej klasyce. Którą w dzień następny po południu miałam zamówić.
                          
                           

Wszystko byłoby proste i zgodnie z planem. Byłoby. Byłoby gdyby nie to że w dzień zamawiania obrączek w godzinach przedpołudniowych dostałam od Warszawiaka takie oto zdjęcie:
 
Z podpisem : "A takie?". I wtedy poczułam że takie. I takie zamówiła. 
Pani Jubiler zapytała mnie o grawer. Uradowana, chcąc napisać coś sentymentalnego Warszawiakowi przez co zobaczę wzruszenie w jego oczach i sercu zapytałam :
-A ile znaków?
- A jaki ma Pani rozmiar - odpowiedziała Pani Jubiler
- 7 - odparłam pełna nadzeii
- To jak się zmieści imię narzeczonego, będzie Pani miała sporo szczęścia - odparła Pani Jubiler z lekkim zażenowaniem.